piątek, 6 stycznia 2012

kilka słów o trzech wiórach

Czasami powinnam zachowywać się normalnie :))))

Ostatnio ogłosiłam rozdawanie stolarskich "cukiereczków". Długo myślałam, jakie mogłabym zrobić pamiątki stolarskie. Inne niż gdzie indziej. Inne niż mogłoby się wydawać, że od stolarza. W końcu wymyśliłam :) Uszyłam "poduchyusie". Poduchy bo inne niż zwykłe poduszki, -usie, bo mniejsze niż znane jaśki. Uszyłam małe poszeweczki ze zwykłego płótna o wymiarach mniej więcej 260 na 260 mm. Mniej więcej, bo ciętych na oko, a tym bardziej na oko szytych. Przy okazji próbowałam sił w szyciu w stylu patchwork. Doprawdy nawet osiem paseczków może sprawić trudności :)))

Na wypełnienie poszły wióry. Najładniejsze wióry wybrane spod heblarki. Najładniejsze wióry, które sobie tam leżały, to znaczy nie zostały jeszcze wykorzystane na wyściółkę pod nogi. Ponieważ kiedyś przy cięciu nie zwracałam uwagi na to, żeby je od siebie odseparowywać, dlatego trochę się z córą namęczyłyśmy z wybieraniem co ładniejszych :)

I tak akuratnie pod heblarką leżały wióry sosnowe, dębowe i bukowe.


Wióry sosnowe
Właśnie z sosną wszystkim kojarzy się zapach lasu i wszystkim wydaje się, że tak właśnie musi pachnieć w stolarni :))) I po większości mają rację :)))) Tyle, że w stolarni pachnie mniej niż na składzie :))) W stolarni po większości pachnie, ale niestety też i czasami po prostu śmierdzi :) Innym razem opiszę inne, niż drzewne, zapachy stolarni.





W stolarni i na składzie zazwyczaj jednak pachnie sosną. Pachnie sosną, bo jest najłatwiejsza w obróbce, bo jest łatwo dostępna, łatwo się ją suszy i w zasadzie jest najtańsza. U mnie też jest jej najwięcej. Sosna tym bardziej pachnie, im więcej ma żywicy. Mnie zapach sosny koi, uspokaja. Wchodząc do swojej szopy, która służy i za stolarnię i za skład drzewny, zawsze w progu zatrzymuję się na chwilę i wdycham powietrze przesycone tą wonią. Delektuję się nią, podziwiam konstrukcję człowieka. Jak zapach wpływa na nastrój, od pierwszej chwili czuję odprężenie i relaks. Umysł się uspokaja, choć serce podskakuje :) Chwila refleksji, a potem można pracować. W trakcie pracy, gdy czasem trzeba odpocząć, wolę usiąść na deskach lub w ich pobliżu, niż iść do domu. I to pewnie za sprawą woni i atmosfery spokoju, którą roztacza.




Trudno opisać sam zapach. Mimo, że najbardziej znany, to jest jednak mi jest najtrudniej go opisać. Poduchausia po prostu pachnie sosną :)))))




Sosnę łatwo się struga, czasami wręcz za łatwo. Zależy to od gęstości usłojenia, kierunku strugania i od ilości żywicy. Podczas strugania sosny, maja heblarka pracuje zazwyczaj zawsze miarowo. Silnik nie zwalnia zbytnio, nawet wtedy, gdy strugam głębiej czy szybciej. Wióry są zawinięte, dość duże, mało łamliwe i miękkie niczym siano, co niemalże można wyczuć patrząc na zdjęcia :)






Wióry bukowe
Buk, buk, cóż mogę napisać o buku? Niestety nie mam zbyt dużego doświadczenia w buku. Ostatnio robiłam sanki bukowe, które gdzieś w postach można znaleźć. I ta ociupinka wiórów jest właśnie z tych sanek :) Ociupinka, bo zestrugałam tylko trochę heblarką, a potem resztę dopieszczałam ręczenie. Ale nie o sankach tutaj mowa.





Struganie buku jest trudniejsze. Jednak pomimo, tego, że jest to drewno twarde o zbitym usłojeniu nie sprawia szczególnych trudności. Przy heblowaniu maszyna śpiewa trochę inaczej. Słychać, że pracuje. Sam buk heblowania nie lubi. Cięcie i szlifowanie dopuszcza, ale heblowania nie lubi. Trzeba wolno, trzeba mocno deskę do blatu dociskać. Łatwo ucieka, łatwo się ślizga. Nicpoń! Ale wiór idzie śliczny :) szeroki, długi, podkręcony :) Lekki, odrzucany jest daleko. Fruwa po całej szopie :) W poduchausiach wiór będzie mniejszy niż pod heblarką. Buk jest twardym drzewem i wiór łatwo się łamie.






Buk przy cięciu wydziela nieco więcej zapachu. Potem, gdy wącha się deski i wióry czuć już tylko delikatny zapach, lekko ziemisty. Nawet kolor buku jest bury :) Ogólnie zapach buku nie jest zbytnio charakterystyczny. Woń jest delikatna i trzeba się w nią wtopić. Jeśli trafi się komuś, kto nie ma zbyt dużo do czynienia z drewnem, może poczuć rozczarowanie. Proszę wtedy iść do bukowego lasu i tam wióry pod pięknym bukiem wąchać :)))))





Wióry dębowe
Dąb kojarzy się z siłą, zdrowiem i długim życiem. I tak jest. I drzewo i drewno jest długowieczne. Las z dębami inaczej pachnie. Zapach tego lasu pozostawia we mnie pewne zaniepokojenie. Niby las a jednak, jakby nie las :)




Jest wiele odmian dębów i wiele różnych desek. Nawet z jednego dębu deska desce nie równa. Czysty piękny dąb doprawdy trudno znaleźć. W dębowych deskach znajdzie się i błyszcz i biela. Są określenia zasłyszane, zniekształcone i stosowane przeze mnie i odpowiadają temu co na desce widać :). Błyszcz to miejsca silnego świecenia deski, a biela jest to część dębu z wyraźnie białawym odcieniem. W zasadzie w błyszczu i bieli można znaleźć ciekawą teksturę, ale stolarze za tym nie przepadają. Błyszcz powoduje, że deski po prostu nie wyglądają najlepiej, a biela charakteryzuje się gorszymi właściwościami. Z tego powodu meble dębowe są stosunkowo drogie. W produkcji jest dużo odpadów. Bo trzeba wyciąć to i owo. A na dodatek dąb przy cięciu wzdłuż słoja stroi sobie żarty :)))) Skręca się, wygina, kleszczy piłę, pęka. Ot dowcipniś!





A zapach? Zapach też jest zadziorny! Ostry, może czasami niezbyt przyjemny. Odczuwam go jako gryzący. Przy cięciu pali nos, usta i dusi płuca. Niezły ma charakterek! Jednak podobnie, jak u buka, zapach się po chwili stabilizuje i wióry pachną łagodniej :))))




Wióry są drobniutkie, kruche i zdarzają się mocno zawinięte :))) Dąb ciężko heblować. Maszyna troszkę zwalnia, słychać, że ma ciężko. Dębu głęboko strugać nie można :) Tak, jak pazurki, to pazurki: łatwo się wyszczypuje :) A ponieważ struga się go płytko, i ponieważ wiór jest bardzo kruchy i łamliwy, to przy cięciu jest dużo pyłu. I niestety pył też jest w poduchausi. Przy potrząsaniu może z niej sypać się pył. Jednak nie usuwałam go z dwóch powodów: bo trudno jest pył z wiórów usunąć, a po drugie - zobaczcie prawdziwy charakterek dębu  - zawsze żarty stroi :)))








Kochani, cięłam jeszcze brzozę, lipę, topolę, klon, modrzew, świerk, jabłoń, śliwkę i sama nie wiem co jeszcze :))) Każde pachnie inaczej, każde ma swoje fochy, każde trzeba zrozumieć i pokochać. Tak powstają moje meble. Jest w nich zrozumienie, dotyk, dusza i serce.







22 komentarze:

  1. Witaj! Jestem dzisiaj zachwycona Twoim postem!!!!!
    Tyle fajnych i ciekawych rzeczy się dowiedziałam! Fantastycznie napisałaś całe "wypracowanie" o drzewach i wiórach, rewelacja!!! Bardzo Ci dziękuję:))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, toż to całe naukowe opracowanie z dużym dodatkiem serca. Dla mnie same nowości i mnóstwo wiedzy, zupełnie mi obcej do tej pory. Zrobiłaś to fantastycznie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś wspaniałego! Będę czytać kilka razy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna opowieść o miłości. I piękne zdjęcia!


    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne!!!
    Dziękuję i bardzo chętnie poproszę więcej takich pięknych, wnikliwych i kochających myśli wystruganych w stolarni :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję Wam! :)))

    Guga, mam nadzieję, że lada chwila dojdzie do Ciebie przesyłka :)) tam tez powinno się znaleźć kilka słów o dębie :))))

    Joanna, a ja u Ciebie podglądam patchwork i uczę się, obserwuję. Powiększam zdjęcia i się przyglądam. Dziękuję :)

    M., dziękuję :) jesteś wspaniała :)

    Go i Rado, tak, faktycznie wyszło mi o miłości :)))) a jak się kocha, to cały świat jest piękniejszy :))))
    W sprawie wcześniejszego komentarza: jeśli tylko potrafię, to z przyjemnością pomogę :)))

    Aneta, och, nie wiem czy potrafię :)))) Postaram się, jak przyjdzie wena, to może się uda :))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że na blogu nie można zamieścić zapachu, żeby tak sie otwierał przy kliknięciu ikonki:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, kochasz Ty drewno, kochasz... I dlatego ONO Ci się tak pięknie odwdzięcza w tym co robisz.

    OdpowiedzUsuń
  9. Och, przyszedł do mnie zapach sosny, gdy czytałam Twojego posta... Mam szczęście mieć na działce mnóstwo sosen. A może mylę sosnę ze świerkiem? W każdym razie na samo wspomnienie tego miodowego aromatu zrobiło mi się lepiej na duszy. Dziękuję Ci za to.
    I zazdroszczę, że masz szczęście robić to, co kochasz.

    OdpowiedzUsuń
  10. Monika, jak ktoś to wymyśli, to zbije majątek :))))) Pomysł świetny :)))

    Gaja, taka symbioza ludzi i drewna trwa od wieków i jestem szczęśliwa, że w niej uczestniczę :))))

    Fuks_ja, no proszę, czyli odkryłaś to o czym pisała Monika :))))) Przyszedł do Ciebie zapach przez internet :))))) Żałuję tylko, że nie robię tego co lubię, przez wszystkie dni w roku, od świty do nocy :))))))))

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiem, o czym piszesz, znam te zapachy, a każdy inny. Ostatnio, siłą rzeczy, pachniały mi brusy topolowe, że nie powiem o poskładanej śliwce czy jabłoni; bardzo malownicze Twoje opisy współpracy z każdym drzewem, podobało mi się, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Anetko, przesyłka dotarła! Bardzo Ci dziękuję, radość wielka u mnie, a u mojego męża wielkie zdziwienie:)))nie mógł się nadziwić, że kobitki robią sobie taaakie prezenty:)))
    Dziękuję Ci również za liścik:) pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Anetko - trafiłam tutaj za gugą - i jestem zauroczona tym co właśnie przeczytałam i zobaczyłam na zdjęciach. Zapach wiórów pamiętam od dzieciństwa, chodziliśmy z wózkami, a zimą z sankami do stolarni. Pół miasta ustawiało się pod bramą - kiedy buczek oznajmił godzinę 15.00 cała ta czereda wpadała do hali i nagarniała wióry do worków. Och ten zapach i te mięciutkie wióry wszędzie!
    To nie wszystko. Braliśmy je na opał więc w domu frajda podsypywać do kuchni, iskierki ognia pod fajerkami... i w oczach.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  14. Anetko to poezja co napisałas o tych wiórach...:)) Jak będe widziec wióry od razu skojarzą mi się z Tobą..Nic wiecej nie musze pisać, przeczytałam jednym tchem...

    OdpowiedzUsuń
  15. Mario, prawda? każde ma swój charakterek! Każde inne, każde piękne :)

    Guga, cieszę się niezmiernie :))) Miło mi, że takim drobiazgiem mogłam Ci sprawić radość :)))) Pozdrów ode mnie męża :))))

    Krystyno Anno, witaj! Masz piękne wspomnienia :))) radosne i pachnące :)))) Cieszę się, że ożyły :)))))

    Mona, dziękuję! Dziękuję Ci również, za wspomnienia, które mi każdym swoim postem przywołujesz :))))

    OdpowiedzUsuń
  16. Gdybym mogla to dalabym Ci Oscara za ten post. Czuly, cieply, plynacy z serca, bez "znakow, przecinakow" taki prawdziwy!
    Bede wracac do tego wpisu ladujac swoje akumulatory, jesli pozwolisz:)
    Czuje zapach tych drzew, dziekuje Ci za to:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ataner kochana! Dziękuję! takie słowa od Ciebie powodują, że czuję się, jakbym już statuetkę w rękach trzymała! :)))) Niech cieszą Ciebie te słowa, jak najwięcej. Wracaj, wracaj... ja ciągle jestem :)))))) i pamiętaj, że obie będziemy żyły po 120 lat! :))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 120 :))))) I jeszcze jeden dzien dluzej:)))))))

      Usuń
  18. A w moim domu teraz pachnie sosnowymi wiórami ze stolarni. Faktycznie kiedy je rozsypuje zapach jest tak intensywny że może rozboleć głowa. Służą moim psiakom-szczeniakom za wypełnienie kuwety czyli za toaletę. Mam je więc po niedługim czasie wszędzie, w salonie, łazience, sypialni w łóżku, a nawet w herbacie ;))) Będę miała chwilowy wióro-wstręt ;))) Ale to naprawdę piękne jak różne są rodzaje drewna i ich twatdość, giętkość i zapach ;))

    OdpowiedzUsuń
  19. Twój opis jest przepiękny i kojący, miałam wrażenie że wchodzę z lasu do lasu:)Dziękuję Ci za to:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, ile wiór! Wiórów? Jakie różnorodne!

      Usuń
  20. Gwenaelle, och, cudownie :)))) u Ciebie psiaki wióry roznoszą, a u mnie ja sama :DDDDDDDD Nie sądzę, żeby wióro-wstręt się długo utrzymał, co najwyżej do kolejnego miotu :)))))))

    kjujik witaj! cieszę się, że te słowa są dla Ciebie miłe :DDDDDD Przynajmniej tyle Wam mogę dać, z tego co sama ciągle czuję :DDDDDDD

    Doro, tylko trzy, och ! :DDDDDDDDD

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...